Dante Lewis
Poznajcie Dante. Jest to bardzo uroczy, jeżeli ktoś nie zauważył. Trochę podrudawy, więc ma piegi na nosie. Lat ma dwadzieścia pięć, uczył się pilnie, chyba jako jedyny, więc teraz pracuje w sklepie muzycznym i podpierdala co rusz struny do gitary. Wytatuował sobie łapki, żeby było śmiesznie. Jest bardzo wesołym człowiekiem, choć w życiu mu się nie szczęści. Tak po pierwsze, ma matkę dziwkę. Znaczy, nie jest prostytutką, chociaż kto ją wie, może wzięła od jego ojca. Matka-dziwka chleje ile wlezie, okazało się to dziedziczne zresztą. I tak wyszły cztery bachory. Charlie, Dante, ich siostra i nie-taki-mała Marcysia. Żeby było ciekawiej, mieszkają chyba w jakimś slumsie w jednym pokoju na kupie, to tak po drugie. A po trzecie, to każde ma innego ojca i pewnie też są dziwkarzami. Albo ćpunami, kto ich tam wie. Po czwarte, nie może sobie znaleźć kogoś, z kim by sobie mógł palić trawkę, śpiewać Beatlesów, grać na akustyku, bo mu brakuje miłości. Co się dziwić, od matki jej nie dostanie. Brat jak to brat, jak wyjdzie, to go nie ma (logiczne) i już nie ma do kogo gęby otworzyć. Siostra ma do niego żal nie wiadomo o co, jakby to jego winą było całe gówno. Okej, najmniejsza może go darzy go jakimś cieplejszym uczuciem. Kto ją w końcu do szkoły prowadzi, robi jej jedzenie i kładzie spać? No Dante, bo przecież reszta ma to wszystko gdzieś. Jakby mógł, to by kupił własne mieszkanie i wziął tam Marcysię, ale... tu się pojawia piąty powód, dla którego mógłby sądzić, że jego życie jest do bani. Za jakieś pół roku dechnie, bo ma adidasa. Jakie to śmieszne, że ludzie narzekają na jakieś korki na drodze czy nie wiadomo co, a Dante nie płacze nigdy. Bo na cholerę, skoro lepiej cieszyć się ostatkami życia?
Uwielbiam lata '80, tam nic nie było normalne ♥
I wszystkie pedały chorowały na AIDS, tak samo jak mój Dante.
Wolę zaczynać, myślenie boli.
I wszystkie pedały chorowały na AIDS, tak samo jak mój Dante.
Wolę zaczynać, myślenie boli.
[Wiesz, misiu pysiu, że tą razą ty zaczynasz? c:]
OdpowiedzUsuńCharlie.
[Co? Wątek. Gdzie? No to chyba w domu. Jak? E... Mleko.]
OdpowiedzUsuń[No nie wiem, misiu. .-.]
OdpowiedzUsuń[okok, kiciu. c:]
OdpowiedzUsuń[ Ciekawa postać i taka strasznie tragiczna. Życzę dobrej zabawy i w razie chęci, zapraszam do siebie :) ]
OdpowiedzUsuńAudrey
[ No jasne, że przez historię. Boziu, czasem najpierw piszę a potem myślę i nie zastanawiam się nad tym, że może to być odebrane w różny sposób. Historia dodaje tragizmu, postać jest świetna :) ]
OdpowiedzUsuńAudrey
Wczorajszego wieczora znów widział matkę, obściskującą się w klubie z jakimś kolesiem, który w dodatku wyglądał na maksymalnie dwadzieścia dwa lata. Najpierw zrobił jej awanturę, a potem poszedł do kumpla i całą noc grał w karty. Zaliczył nawet próbę,która skończyła się tym, że jego kolega-basista wylądował ze złamaną ręką i wstrząsem mózgu na OIOM-ie. Uznał, że z dalszego włóczenia się po mieście nic dobrego nie wyjdzie, dlatego, w pełni władz umysłowych, bo dla odmiany był trzeźwy jak niemowlę i nawet kaca nie miał, postanowił wrócić do domu i posiedzieć choć chwilę z "kochaną rodzinką". W sumie to nie było tak, że on swojej rodziny nie lubił. Brata i siostry bardzo kochał, ale okazywanie tego szło mu dość opornie.
OdpowiedzUsuńW "domu" nikogo nie było, co zresztą nieszczególnie go zdziwiło. Znalazł gazetę sprzed paru dni (skąd w tej melinie jakaś prasa?), siadł pod oknem i zaczął ją przglądać. Przeczytał zaledwie dwie strony, kiedy ktoś wrócił podniósł wzrok by spojrzeć kto to. No tak, Dante, któż by inny.
- Też się cieszę, że cię widzę, braciszku - mruknął. - Wiesz, że nasz premier prawdopodobnie zaliczył swoją sekretarkę? - spytał. Jakich ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z prasy codziennej.
[Witam. Może wątek z Allanem?]
OdpowiedzUsuńChciał zagaić. Ot, porozmawiać z bratem, a że ten najwyraźniej nie był skory? Charlie w sumie się temu nie dziwił, za skórę zalazł wszystkim. Żałował tego, ale pewnych rzeczy nie był w stanie naprawić.
OdpowiedzUsuńWztok znad jakiegoś "pasjonującego" artykułu podniósł dopiero, gdy usłyszał słowa brata.
- I tak gówno zrobią - mruknął. - To nie są warunki dla dziecka, pewnie. Ale sam doskonale wiesz, nie zrobili niczego z Młodą, z bachorami sąsiadów, którym ojciec potrafił ręce połamać, z nami też nie. Dlaczego mieliby się ruszyć teraz?
Pewnie, że nie chciał, by ich najmłodszą siostrę wychowywali obcy ludzie. Czasem może przechodziło mu przez głowę, ze to byłoby jakieś rozwiązanie, ale nie zamierzał nigdzie zgłaszać faktu zaniedbywania.
- Jak jesteśmy przy takich gorących newsach to powiem ci, że nasza mamusia prawdopodobnie właśnie stara się zadbać o to, by nasz gatunek nie wymarł. Z gościem, który jest od nas młodszy - mruknął. - Ciekawe, że po tylu latach chlania i puszczania się na prawo i lewo ktoś jeszcze ma ochotę ją ruchać.
- W tym wypadku raczej tak - stwierdził. Ciągle się mylił, ale w to, że opieka społeczna zainterweniuje, po prostu nie wierzył. - Dan, nam też mówili, że zgłoszą, zabiorą nas do domu dziecka, a wychowaliśmy się w melinie. Ludzie dużo mówią, a mało robią. Pamiętaj, że zajmowaliśmy się sami sobą, bo matki albo nie było, albo zajmowała się swoimi... kochasiami - w tym miejscu jego głos nieznacznie zadrżał, mimo, że starał się, by nie było tego słychać. - W każdym razie, my starszego rodzeństwa nie mieliśmy - urwał. Wygrzebał z kieszeni zmiętego papierosa, odpalił go i mocno się zaciągnął. - Summa summarum, nie psuj sobie humoru dodatkowo tym.
OdpowiedzUsuń- Wiesz braciszku, kij ją tam wie, czy nie jest na coś chora. Podejrzewam, że jest, przez conajmniej dwadzieścia siedem lat puszczania się musiała złapać jakieś gówno - stwierdził. - Podejrzewam, ze większość prostytutek z długoletnim stażem ma mniejszy "przebieg" niż ta stara kurwa.