Rewolucja zdechła.


Charles Lewis | Dla niepoznaki zwany Charlie | styczeń | 26 lat | Bezrobotny | "Wokalista" w zespole grającym horror punk, który co "próbę" zmienia nazwę | Brud i odpadek społeczny | Starszy brat |

Nie skończył szkoły, nie ma pracy, udaje, że gra w zespole horrorpunkowym, choć tak naprawdę głównie chleje i ćpa. I zawsze skądś ma kasę. Wciąż mieszka w domu rodzinnym z matką i trójką młodszego, przyrodniego rodzeństwa, bratem, siostrą i sześcioletnim dzieciakiem, którego imienia nawet nie kojarzy, choć tak naprawdę spędza tam niewiele czasu. Zazwyczaj wraca nad ranem, śpi do południa i znów wychodzi się najebać, czy kto tam go właściwie wie, co robić. Większość jego dłuższych pobytów w domu kończy się karczemnymi awanturami. Wciaż wygląda na dzieciaka, mimo że alkohol może legalnie kupować już od kilku ładnych lat. Nie ma nikogo, nigdy nie miał. Nie pociąga go bliskość fizyczna, nie kręci go wizja wiązania się z nikim. Nie jest w stanie określić własnej seksualności, co trochę go martwi. Oczywiście nie przyzna się do tego głośno. Nigdy nie umiał głośno powiedzieć o tym, ze ma jakiś problem.
W gruncie rzeczy, to chyba nie jest zły. Sam się za takiego nie ma. Czasem pomaga starszej, schorowanej sąsiadce wnieść zakupy, umyś okna, naprawić kran czy wyprowadzić psa, choć w domu nie garnie się do żadnych prac. Lubi tę kobietę, jest mu jej szkoda, odkąd dowiedział się, że olała ją rodzina. Podobno jak był mały, był całkiem fajnym dzieciakiem. I choć doskonale zna odpowiedź, to wciąż nie chcę odpowiedzieć na pytanie, co do cholery sie z nim stało.
Pewnie, że chciałby sobie kiedys poukładać życie, ale boi się, że zmarnował wszystkie swoje szanse.

[czółko.']

39 komentarzy:

  1. [twoj Charlie wydaje sie byc spoko facet ;) Az nie moge sie oprzec by nie powacic xD]

    Agnes

    OdpowiedzUsuń
  2. [zalezy? byla by to nowa znajomosc czy stara? czy po prostu na spontana idziemy?
    sasiedzi/wspolne okolicznosciowe koncerty/ktos z dalszej rodziny albo znajomi znajomych/ pierwsza milosc xD (sorki, ale musialam no xD) albo calkiem negatywne uczucia albo rywalizacja miedzy nimi albo "zespolami"]

    Agnes

    OdpowiedzUsuń
  3. [wiesz no to postawmy na znajomych znajomych np jedno moglo kiedys uslyszec o drugim no albo sie spotkali w jednym miejscu.
    (od razu mowisz, ze kiepski xD oj oj)
    A reszta jest spoko - bede przeszczesliwa jesli cos zaczniesz ;)]

    A.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od wypadku i pogrzebu minelo trochę czasu. Znajomi i nieznajomi, rodzina probowali ja pocieszac, ale chciala miec spokoj od szumu jakiego robili wokol calej sprawy zaogniajac tylko nie zaleczone i swieze jeszcze rany.
    Nic jej sie nie chcialo robic, jednak pozostawianie samej w domu posrod ciaglej ciszy bylo frustrujace i nie mogła juz tego zniesc. Przeplakała wiele nocy i teraz miała troche podpuchniete oczy. Poszła do lazienki powolnym krokiem by sie troche ogarnac, przed pojsciem do sklepu. Lodówka wprost swiecila pustkami, brakowalo tez srodkow higienicznych i kila innych drobiazgów. Trzeba bylo zrobic zakupy zanim "umrze' z glodu. A do tego dziecinka ostatnio stale sie wiercila i przekrecała i czasem myslala ze zrobi jej dziure gdyby to bylo mozliwe.
    Spokojnie tam - mruknela masujac boki, wychodzac z lazienki juz ubrana w luzne rzeczy. Zabrała siatki, portfel i wyszła.
    ***
    Prawie zapomniała, ze trwa lato. Upał dawał sie we znaki, gdy wracała z ciezkimi siatkami. Chyba troszke przesadziła z ciezarem, no ale doczlapała sie jakos do klatki schodowej i dotrwała do drzwi domu. Tam przystaneła widzac znajoma postac.
    - co za niespodzianka - usmiechnela sie do niego blado.

    [pewnie ;)]

    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. [To mi chociaż powiedz, skarbuś, co gdzie i jak .-.]

    Dante

    OdpowiedzUsuń
  6. [Mleko? .-. To nie, ja nie lubię mleka.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie no, ok. Zacznę ten wątek później :)]

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Podoba mi się gif i postać jest ciekawie wykreowana. Witam i zapraszam do siebie :) ]
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  9. [ To chyba dobrze, że są z innych światów, bo wtedy jest większe pole do popisu. Moja Audrey nie od razu została modelką, podczas gdy jej rodzice byli pochłonięci robieniem kariery i nie zauważali swojej córki, to ona wpadła w złe towarzystwo (złe z punktu widzenia jej rodziców). Nie wiem czy Charles był taki od okresu nastoletniego, ale jeśli tak to właśnie mógłby być częścią tego towarzystwa, no i teraz gdy dziewczyna odcięła się w pewien sposób od nich, to mógłby mieć jej to za złe, że już nie utrzymują kontaktów, albo że dziewczyna zbyt bardzo się zmieniła. Możemy też pokombinować z tym, że chłopak miałby jakiś problem i przyszedłby z pomocą do Moore, albo to ona wyciągnęłaby pomocną dłoń. Co ty na to?
    Jeśli masz jakiś inny pomysł to pisz :) ]
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Niekoniecznie z wyższych sfer.Chodziło mi o te osoby, które mogą i mają potencjał aby zostać gwiazdami. No ale Charles może tak myśleć i faktycznie być złośliwym, czemu nie :) ]
    Audrey

    OdpowiedzUsuń
  11. Dante jak co dzień zaprowadził Marcysię do szkoły, oczywiście dowiedział się od nauczycielki, że jak coś się złego dzieje to zadzwoni do opieki społecznej i Marcysię im zabiorą, bo dziecko nie może się wychowywać w pijaństwie i ćpuństwie. Prawda jest taka, że faktycznie byli rodziną mocno patologiczną i najmłodsza nie raz płakała, że mamusia jej nie kocha, Charlie nie tuli, a starsza kocha i robi obiadek, ale potem jej nie ma. Dysfunkcyjni byli, Dante się martwił, że Marcelina będzie miała w życiu przerąbane przez nich, ale co mógł zrobić? Nie miał forsy na mieszkanie, a zresztą dechnie nie długo i wezmą ją do domu dziecka.
    Przyszedł do domu, zahaczając jeszcze o monopolowy. Kupił parę piw, jak będzie mu się nudziło. Później będzie musiał zajrzeć do szkoły, jak się skończy świetlica. Do śmierdzącej chaty nie będzie jej zanosił tak wcześnie. Wchodzi do domu, patrzy, a tam jego starszy, nierozgarnięty brat.
    - Co za niespodzianka - stwierdził, prychając. Usiadł na podłodze, nawet na niego nie patrząc. Spokojnie, Dante. Nie awanturuj się chociaż raz w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  12. - nie spodziewalam sie gosci jakikolwiek. - odparla neutralnie z cieniem smutku. Rzucila na niego okiem. a potem spojrzenie przemknelo jej gdzie indziej. Nie wiedziala ani co powiedziec ani jak sie zachowac. Czula sie tak jakos obco we wlasnej skorze.
    No i dawno nie wychodzila z domu. Dzisiejszy wypad to byl juz ostatecznosc. Zaczynalo w szafkach brakowac juz wszystkiego a kupila dzis tylko podstawowe rzeczy, troche jedzenia (zwlaszcza ogorki) i srodki czystosci. Reszta zakupow jutro. Dzis juz nie miala sily a upal tez dawal sie we znaki.
    Westchnela w duchu.
    - mam w domu niezly bajzel, wiec az tak mi glupio ciebie zapraszac - powiedziała cicho - mam nadzieje, zes dlugo nie czekal - wbila w niego spojrzenie. Wstydziła sie przed sama soba ze dom zapuscila na rowni ze soba
    Mimo, ze nie chciala, podala mu siatki by poszukac klucze. Trwalo to troche, bo miała dostyc obszerna torbe, Po dluzszej chwili sie w koncu udalo i otworzyła drzwi, gestem zapraszajac do srodka ale tylko na korytarz. Skrzywila sie gdy poczuła zapaszek. Upss.
    - postawisz siatki w kuchni? To na lewo. - zakomunikowała zdejmujac szybko swoje buty, po to by sie udac do sypialni, tam odciagnela rolety i otworzyła okno. Sciagnela z siebie sweter i rzuciła na lozko. Wychodzac zamknela za soba drzwi, by chociaz cos tutaj odgrodzić od spojrzen. Szkoda, ze reszty nie mogla i przy okazji siebie.
    - dzieki - mruknela pod nosem - wybacz, ze przyjmuje cie w kuchni, no ale ... - znowu sie zaciela - cos do picia? - zapytała rozgladajac sie przy tym na kupke nie umytych garow.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Może wątek z Allanem?]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Tak :3 Allan mógłby kolejny raz poklocic się ze swoimi rodzicami. Taki mega wkurw na całego. I przypadkowo Charlie by go tracil na ulicy, a ten by się wydarl jak stare kalesony. Może być tak, że chłopaki się znają. No, ale co dalej do pomysłu. Pójdą się uchlac, bo Allan przy kasie to trochę poszastac musi XD]

    OdpowiedzUsuń
  15. Wzruszył ramionami. Otworzył butelkę i pociągnął zdrowego łyka. Tyle go to interesowało, co nic. Raczej czuł, że miał większe problemy niż to, czy ich premier puszcza się z jakąś lafiryndą czy nie. Co kto chce, to niech robi. W granicach zdrowego rozsądku, ale oczywiście tego brakowało wielu osobom.
    - Marcysię chcą nam zabrać, bo nauczycielka stwierdziła, że jej nie kochamy i nie chcemy się nią zajmować - wypalił po jakimś czasie i nachmurzył się. Normalnie podchodził do wszystkiego dosyć lekko i nie traktował takich gróźb poważnie. Błagam was, jakby mieli zadzwonić, to zrobiliby to widząc w jakim stanie jest Charlie i Dante, a oni nie mieli starszego rodzeństwa, które jakoś starałoby się coś z nimi zrobić. Teraz jego nastrój być dosyć chwiejny, nie czuł się najlepiej. A do tego nie pomagał mu fakt, że schudł jakieś pięć kilo przez miesiąc. Zaczynało się wyniszczanie organizmu.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Pewnie masz rację - stwierdził, skubiąc rozsupłaną dziurę w spodniach, przez co znacznie powiększała swoją wielkość. Już i tak była duża, a teraz pewnie zrobi się wielka na całe kolano. A co mu tam, fajnie będzie wyglądać. I jeszcze jaka cyrkulacja powietrza będzie zapewniona! Wiadomo, wywietrzniki to ważna rzecz. - Normalnie dla mnie takie pierdolenie jest chuja warte, ale dzisiaj chyba naprawdę mam zły humor... - mruknął, składając ręce na torsie.
    Chyba nie było na razie po co, skoro Dante jeszcze zajmował się Marcysią i dzięki temu jakoś zawsze wyglądała, gdy wychodziła z domu. Co z tego, że ciuszki były z lumpa? Ważne, że były zawsze czyste.
    - Dziwię się, że jakieś rzęsistki nie złapała czy kiły - burknął. O HIVach nie wspominał, z wiadomego powodu. Nikt jeszcze nie wiedział o tym nic i chyba nie była na to pora, żeby mówić o takich sprawach.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przemknal jej na ustach przelotny slaby usmiech.
    - cos mi o tym wiadomo. - zauwazyła. Była u niego przeciez raz czy dwa calkiem przypadkiem i nieplanowane, gdy go spotkała w swoim czasie i obu sie zrobilo niezrecznie, wiec wiedziala co nieco i wlasciwie to bardziej przejmowala sie nim niz swoim marnujacym sie zyciem.
    - dobra.. to ja tu troche odgruzowuje zlew bym mogła sie zabrac za kawe. Musze widziec wode - spojrzała na niego i puscila oko. - Charlie.. pomoglbys mi ze skreceniem lozeczka dla dziecka? Nie mam glowy do niego i jestem troche za gruba, by sie móc ruszać. Czas pomyslec o diecie, prawda? - zażartowała.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kłótnie z rodzicami nigdy nie były czymś fajnym. Nawet jeżeli było się już dorosłym. Nawet jeżeli mieszkało już się oddzielnie. Na własny rachunek. To nic, że z bratem i kolegami z zespołu. O kocie nie wspominając.
    Do domu, do tego, w którym się wychował, a nie w którym obecnie mieszkał, przybył po resztę swoich rzeczy. Nie było tego już tak dużo jak na początku. I myślał, że nikogo w owym budynku nie ma. Jakże się przeliczył, kiedy zobaczył matkę i ojca w kuchni. Powiedział grzecznie dzień dobry i chodu do pokoju. Spakował co pozostało do wielkiej torby.
    - Allan, możemy porozmawiać? - Zapytał ojciec. Zgodził się, chociaż wiedział jak, a raczej czym to się skończy. Piętnaście minut później awantura wrzała po wszystkich kątach. Oczywiście poszło o to czym się zajmuje, że szkoła taka ważna, że zaćpa się na śmierć, że nie jest gotowy tak żyć.
    Wszystko gotowało się w nim, tak, że bez kija nie podchodź. Oberwało mu się też od sąsiadki, że nieuprzejmy, że nie ma szacunku do rodziców, że ma wszystko w dupie. Co do tego ostatniego to miała całkowitą rację. Co do dwóch pierwszych... Mógł nad tym polemizować.
    Szedł właśnie ulicą. Ludzi było pełno i już samym tym, że byli to go wkurwiali. A czarę goryczy przelało to, że ktoś go właśnie szturchnął.
    - Nosz do kurwy nędzy, czy wszyscy dzisiaj muszą być przeciwko mnie?! - Krzyknął bez żadnego zastanowienia na kogo krzyczy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Posłała mu zmeczony usmiech.
    - dzieki... próbowałam sama to zrobić, ale chyba takie rzeczy - zrobila wielkie oczy - to dla mnie czarna magia. Tak samo jak z HTML-em. Mam dwie lewe. - wytarła na chwile rece. - narzedzia sa gdzies w pokoiku. - podrapała - chyba ze je wsadzilam gdzies. Skleroza gora. - zakpila sama z siebie. - chodz.
    Zaprowadziła go na jedyne miejsce gdzie bylo w miare czysto jesli nie liczyc wszedobylskiego kurzu. Gdy otworzyła drzwi az sie jej krecilo w nosie. I tutaj otworzyła okno szeroko. - o jednak jest tak zostawiłam jakis czas temu i jak widac efekt moich dzialan mowi sam za siebie - zauwazyla krytycznie gdy poruszyła stelazem, który sie rozpadł gdy potrzasnela. - ehh. To ja cie tutaj zostawie i wróce do zlewu. Krzycz jak bedziesz cos chcial.- tymi slowami wyszla i wrocila do kuchni, by pozmywac. Gdy to skonczyła wrzuciła do kosza zbedne smieci i chyba cos zepsutego w lodowce. A fuj! Potem wylozyła zakupy a reszte schowała w lazience.

    OdpowiedzUsuń
  20. - jassne...moze dla niektorych. - odparła jeszcze. Zdazyła jeszcze uslyszec jego slowa
    Dobrze, ze nie widziala jego szerokiego usmiech, bo by mu sie dostalo po glowie. Oczywiscie w zartach.
    Wrocila z lazienki po kilku minutach. Znowu czuła ucisk na pecherz. Ah.. moze powinna miec przenosny toitoi? Przydalbo by sie czasem.
    Poszła umyć gary az w koncu bylo w miare czyto i nastawila pelny czajnik. Przygotowała kubki. Dla siebie herbatkę a dla niego kawę.
    Zostawiła to zanim czajnik zagwizdze i poszla zobaczyc co cie dzieje obok. Chwile sie nie odzywała tylko przygladała.
    - a wiec to tak mialo wygladac - zauwazyła polglosem, gdy prawie skonczył. - nie pomyslałabym - usmiechnęła sie nieznacznie a potem skrzywiła.
    Przytrzymała sie plecami sciany, by nie zjechac, gdy zakrecilo jej sie w glowie.
    - Charlie.. - szepnęła tylko.

    OdpowiedzUsuń
  21. O teorii spiskowej jeszcze nie pomyślał. Być może dlatego, że był za bardzo wkurzony. Na wszystkich razem wziętych. I na każdego z osobna. Ale teraz uznał, że to może być jakaś teoria spiskowa. Nie znał się na tym. Dlatego też uznał, że popyta się o to perkusisty z zespołu. On się na tym znał jak mało kto. Dużo nad tym siedział i rozmyślał. Może i w przypadku Allana znajdzie jakieś bardzo sensowne rozwiązanie. Kto wie, kto wie...
    - Właśnie tak! - Odkrzyknął. - Wszyscy się dzisiaj na mnie uwzięliście! Jakby wam wszystkim co najmniej matkę zabił! - Wymachiwał zabawnie rękoma. - Eeee... No cześć. - Podrapał się lekko w tył głowy. Zawsze tak robił, kiedy był zakłopotany.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciezko klapnela na tylek w tym samym czasie, gdy czajnik zaczal gwizdac
    - wylacz go - szepnela pobielałymi wargami trzymajac sie za dol brzucha. Gdy odjeła reka na chwile zauwazyła na niej krew.
    Przeraziła się tym. Potem poczuła, ponownie jego obecność.
    - dziecko.. ale to jeszcze nie jest czas - spanikowała próbujac sie uspokoić - nie wiem co bedzie szybsze. Jedno czy drugie. - odparła cicho kurczowo trzymajac sie jego reki - boje sie. A jak cos bedzie nie tak?

    OdpowiedzUsuń
  23. Popatrzyła na niego wielkimi oczami, gdy zadał jej to pytanie zapominajac w sumie o tym co sie dzialo chociaz na chwilę.
    - próbuje - naprawde starała sie wolniej oddychac i troche uspokoić, by nie spanikować bardziej.
    - czekaj - zatrzymała go na chwilę - moja torebka.. dokumenty i klucze - zakomunikowała starajac sie być praktyczna pomimo tego co sie dzialo. Podała mu klucze, by zamknal drzwi. Trocho zajęło to kilka dobrych, cennych sekund i dopiero po tym zeszli na dol.
    Dalszej drogi nie pamietała, bo odplynela na chwile. Ocknęła sie, gdy ja polozyli na lozku i prowadzili do innej sali.
    - Charlie... - mruknęła placzliwie a jedna reka szukała jego. - zostań...

    OdpowiedzUsuń
  24. Chciało jej się płakać, gdy pielęgniarka wyprosiła chłopaka na korytarz.
    Trochę to trwało. Pobranie krwi, sprawdzanie ciśnienia, usg etc. Potem sprawdzenie ubezpieczenia czysto formalnie.
    Na wyniki trzeba było poczekać, więc po opanowaniu krwawienia, lekarz wyszedł na korytarz, by poszukać wzrokiem chłopaka, siedzącego na plastikowym niewygodnym foteliku.
    - To pan przywiózł pacjentkę? - zapytał by sie upewnić. - wstępne badania sa w normie. Niegroźne krwawienie, nie zagrażające życia im obu. Tylko, ze mamy problem z ciśnieniem matki. Jest zbyt wysokie. Czy ostatnio cos sie wydarzyło takiego powodującego stres?

    [czy ja cie na randkę mogę porwać? ;>]

    OdpowiedzUsuń
  25. [o matko.. mam rywalizować z kotem o.O jestem normalnie w szoku xD]

    - tylko nie zbyt długo - zastrzegł - pacjentka potrzebuje spokoju i zero stresu - dodał zamyślony. Po czym odszedł, gdy został wywołany do innego pacjent. Na wyniki Agnes trzeba było poczekać.
    Podłączona do kroplówki i monitora, lezała na tym łóżku czujac sie okropnie. Do tego naszły ja zle mysli. Zacisnęła dłoń i spojrzała na niego.
    - yhmm. a sie bałam. - zaczęła przerywajac - troche mi sie w głowie kreci. Znajdzie sie tutaj woda? Strasznie chce mi sie pić.

    OdpowiedzUsuń
  26. Po jego slowach chcialo jej sie znowu plakac.. Scisnela lekko jego dlon, bo jakos nie mogła wykrztusić odpowiedniego slowa.
    Nie stresowac sie.. tia jassne.. Zycie mi sie rozsypało. Co tu wiecej do szczescia?!
    Pokiwała mu glowa.
    - gdyby to było łatwe - mruknęła gdy nie słyszał. Z niesmakiem popatrzyła na swoja szpitalna sukienke. Przydaly by sie jej ciuchy. Cudnie... trzeba by było wstapić po jakies, gdyby miala balowac tutaj dluzej.
    Ziewnela pare razy. Chyba leki zaczely dzialac skoro chcialo jej sie spać. Nie bedzie spac... bedac tutaj sama. Poczeka jak wroci.

    OdpowiedzUsuń
  27. Prawie przysnęła.
    Niby to była chwila, ale strasznie sie jej dluzylo. Ocknęła sie gdy usłyszała jego glos nad glowa.Otworzyła przymkniete oczka i poprawiła sie na lozku. Potem siegnęła po kubek i sie napila
    - chyba lepiej - odparła w koncu - czy juz wiadomo kiedy stad wyjde?

    OdpowiedzUsuń
  28. Popatrzyła na niego znad kubka. Zmarszczyła czolo nie bardzo wiedzac o co chodzi.
    - hmm.? To znaczy co mu powiedziales? - zapytała cicho.
    W prawdzie po sali sie wloczylo pare osob, jednak wolala unikac klotni lub cos tego typu.
    - moze pozniej sie spytam lekarza. - skrzywiła sie troszeczkę jednak widzac jego minę od razu go uspokoiła. - w porzadku. Ktos sie postanowil "obudzic" i obija się w srodku - spojrzała na brzuch - alc.. nie kop. Nie jest to mile - mruczala klepiac brzuch.

    OdpowiedzUsuń
  29. - uhmmm - mruknęła tylko i otworzyła szerzej oczy - ze co! - mruknęła zanim ugryzla sie w jezyk. Popatrzyła mu w oczy, ale zarumieniona odwróciła wzrok w bok.
    - moze w innym czasie lub okolicznosciach - baknęła masujac brzuch.
    - to dziewczynka - zachichotała. - raczej wyjscia. Ruchliwa sie zrobila a to wcale nie jest mile. Spokojnie tam maluchu. - odstawila na szafkę plastikowy kubek, by cos "robić". - troche popsułam twoja wizytę - westchnęła - przepraszam - dodała cicho - jestem beznadziejna i troche sie zapuscilam. Co bylo w widac w moim domu. - zlozyła dlonie na poscieli.

    OdpowiedzUsuń
  30. - nie watpie. - dalej baknela troche zazenowana - coz.. wcale bym nie miala nic przeciwko. Z ciebie calkiem fajny facet, gdy sie ciebie pozna chociaz trochę i tyle iles sam jestes w stanie sie otworzyć. - rzuciła pol zartem, pol serio.
    - a czy ja cos mówie.. Moze oczywiscie..
    Ziewnęła przeciagle.
    - widzisz ziewam. A jak ziewam nachodza mnie rozne dziwne mysli. Jestem... to nie brak pewnosci siebie. Ja nie wiem co mam teraz robic.. - powiedziała cicho - nie umiem tego ogarnac po tych kilku tygodniach. - zatrzepotała rzesami szybko by sie nie rozkleic. Ah ta hustawka nastroju - brakuje mi go. Bardzo. - Zacisnęła oczy.

    OdpowiedzUsuń
  31. Podciagnela niebeziecznie nosem. Puls tez przyspieszył o czym laskawie zanotowaly kontrolki.
    - zapomnialam prawie o tym. - odpowiedziala cicho - dlaczego musial umrzec? dlaczego sama wyszlam z siniakami i kilkoma szwami. Bylismy tacy szczeliwie. Chyba az za bardzo. Widziales to. Moj dom... wlasnie teraz?! Przypomina mi mnie... Ja juz tak nie mogę. Chcialabym zasnac... - dodala prawie szeptem a potem zamilkła - a teraz ty musisz mnie teraz wysluchiwac jak sie nad soba uzalam.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Taaa... Od razu bułką tartą. - Skwitował krótko. Nadal był nie w sosie. Że też jego rodzicom tak bardzo chciało się uprzykrzać mu (i sobie przy okazji) życie. Tymi wszystkimi awanturami i moralniakami, którymi częstowali go, kiedy tylko pojawiał się na horyzoncie.Czy oni nie mieli własnego życia? Swoich problemów? Sam ich nigdy do końca nie rozumiał. I z pewnością nie zrozumie. Kij im w oko.
    Zaraz jednak się uśmiechnął, widząc, że kolega nie ma zamiaru spuścić na niego bomby atomowej/ cyklonu B/ państwa Jenkins (tudzież rodziców Allana). Niepotrzebne skreślić.
    - A wiesz, że jestem nawet za? - Zapytał ni to siebie, ni to jego. - Tylko muszę zanieść rzeczy do mieszkania. Aż dziw bierze, że starzy mi ich nie spalili. Chodź ze mną, to niedaleko. - Powiedział. - A potem pójdziemy na wódkę. - Takie rozwiązanie wydawało mu się bardzo dobre.

    OdpowiedzUsuń
  33. - nie ma to sensu - mruknęła cicho.
    - przepraszam bardzo - odezwała sie pielęgniarka - ale pacjentka musi odpoczac. - zakomunikowała chlopakowi. Czas odwiedzin tez sie juz skonczył, wiec zapraszamy ponownie jutro. - usmiechnęła sie promiennie w jego stronę.
    - w porzadku Charlie. Jestem w dobrych rekach.

    OdpowiedzUsuń
  34. [niestety, tez mam takie wrazenie ;/ a szkoda go troche, ale jak admin se poszli to na wiele to sie nie zda ;/ mam ci podać, czy tez przeniesc sie gdzies z postaci, gdzie Ty jestes i tam kontynuować ? ;) albo mini bloga w duecie? wiesz na zasadzie typu opowiadanie, jednak w formie grupowca. ]

    Usmiechnięta z przymusu i uscisnela jego dlon
    - zatem do pozniej. - dodała jeszcze zanim do pielęgniarki podszedł jeszcze lekarz by omowic badania i ewentualne leczenie.
    Trwał dalej wieczorny obchód. Pozwolono jej na chwile wstać, by rozruszac kosci, byla jednak pod nadzorem. W końcu to byl 29 tydzien. Ryzyko bylo a wczesniaki maja trudne zycie. Szła tip-topem w zolwim tempie ciagnac na przodzie wieszaczek z kroplowka. Chcialo jej sie spac, jednak musiała opróznic pecherz.

    OdpowiedzUsuń
  35. - Moi rodzice raczej uznają zasadę, że jak moje, to od razu "nasze". - Wzruszył ramionami chłopak. - Ciekawe jakby tym całym "naszym" dzielili się podczas rozwodu? - Zapytał cicho z przekąsem. - To w takim razie, póki co to zapraszam do siebie. Nie przeraź się tym burdelem na kółkach. Nikt z naszej piątki, wraz z kotem na czele, tam nie sprząta. No dopiero wtedy zaczynamy, kiedy nie widać podłogi, albo nie ma już czystego talerza, aby cokolwiek zjeść. - Chociaż przy tym ostatnim to już tak do końca nie było. Wynaleźli paczkowane, tanie, ale za to w miarę dobre żarcie.

    OdpowiedzUsuń
  36. [ta to sa tez moje lata.. bylo co wspominac ;) dobra, mas tu mego w razie czego: eirtae.estelle@gmail.com ;)]

    Po rozmowie z lekarzem czuła sie troche zawiedziona. Doktor powiedział jej iz zostanie na obserwacji. Nie zbyt sie jej to podobało. Oprócz zabrania torebki, nie miałą kompletnie nic. A przydałyby sie jej jakies ciuchy. Szczescie w tym takie iz miała spakowane kilka na wszelki wypadek, ale w calym tym zamieszaniu, nie wziela torby.
    Westchnęła wstajac od sedesu. Po skorzystaniu, w koncu wyszla na korytarz i wpadła na niego. No chyba, ze koczował caly czas na sali. Zatrzymała sie przed nim. Albo on przed nia. Zalezy od punktu widzenia. Teraz poruszała sie w tempie slimaka.
    - Charlie, twoja troska jest urocza, ale serio... pewnie masz tez inne sprawy na glowie a ja ci tylko glowe zawracam - usmiechnęła sie kacikami warg. - To naprawde mile. Przez kilka dni mnie przetrzymaja, by sie upewnic czy wszystko gra. Dodatkowo lekarz zasugerowal mi spotkanie z psychiatra - zmarszczyła brwi. - czy ja wygladam na psychiczna?

    OdpowiedzUsuń
  37. [nio dobse >.< sie nie moge doczekac ;)]

    Zasmiała się.
    - tylko o piciu myslisz? Robote sobie jakas pozadna znajdz a nie - pokazała mu jezyk.
    Dalej szli dosyc wolno az sie zmeczyła. a to byl tylko kawaleczek drogi. Szczescie ławka byla wolna, wiec sie don doczlapała i klapnęła przytrzymujac sie boków.
    - ano i by sie przydalo. Wpadlismy na izbe jak huragon a ja zapomnialam o tym. Zwlaszcza o szczoteczce do zebow. Zmarszczyła czolo.
    - Moze. Tak z innej strony.. skad wiedzial - popatrzyła na niego.

    OdpowiedzUsuń
  38. - U nas nie ma co sprzątać, bo zaraz syf robi się sam z niczego. Wiesz... Takie czary-mary, hokus pokus. I masz bałagan w chałupie. - Stwierdził chłopak. - Bo to ktoś z buciorami do chawiry wlezie i nie wytrzepie, to kot stłucze coś tam. To naczyń się nie poumywa. Takie rzeczy. - Uśmiechnął się szeroko. - No, a podłoga to u nas najniższa półka w pokoju.
    W końcu dotarli do mieszkania Allana.

    OdpowiedzUsuń
  39. [Wybacz za przerwę, ale miałam wyjazd. Czy ja odnoszę wrażenie, że ten blog dednął?]

    - Wolę się nie licytować. Powiedzmy, że wygrales. - Zasiał się cicho chłopak. - Ja do swoich starych też bym nikogo nie zaprosił. Nie dość, że lubią się ze mną kłócić... To na dodatek są cholernie nudni. - Otworzył drzwi do mieszkania. - Witam w moim małym burdelu na kolkach. - I coś w tym było. Ubrania walaly się na podłodze. Naczynia pietrzyly się w zlewie. Kurz zadomowił się na dobre. A na środku siedział w tym wszystkim głodny i jeczacy kot.

    OdpowiedzUsuń